Wychowywałem się w latach dziewięćdziesiatych. Kiedy byłem dzieciakiem, każdy marzył o tym, żeby mieć buty albo ciuchy adidasa, reeboka lub nike. Były to czasy w w których wyjście w tych ciuchach na miasto oznaczało prestiż i +10 do lansu. Nie oznaczało też, że jeśli się w tych ciuchach wyszło, to się w nich wróci. Jeśli twoja czapeczka z firmowym logo spodobała się komuś na mieście można było zebrać łomot i wrócić do domu bez nakrycia głowy. Zawsze lepiej niż wrócić bez butów. Z czego to wynikało? Otóż zdecydowanej większości Polaków zwyczajnie nie było stać na tego typu rzeczy, a chciał je mieć każdy. Był jednak sposób w jaki można było zdobyć sprzęt i buty nie wydając na nie fortuny. Juma. Dziesiątki młodych rodaków jeździło w tym czasie do Niemiec i przywoziło stamtąd wszystko co miało firmowe metki. Niestety zwykle zapominali wziąć paragony. Następnie oferowali przywieziony sprzęt po dużo niższych cenach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sprzęt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sprzęt. Pokaż wszystkie posty
7 kwietnia 2015
28 listopada 2013
Puma FAAS 500 - test tysiąca kilometrów
Dlaczego Puma?
Wybór Pumy zbiegł się z kilkoma wydarzeniami, które miały wpływ na ten wybór. Byłem świeżo po kontuzji kolana i świeżo po lekturze "Urodzonych biegaczy" McDougall'a. Chciałem spróbować biegania ze śródstopia, ale obawiałem się stawiania od razu na buty minimalistyczne. Puma, która poza pianką nie ma żadnych ulepszaczy wydawała mi się idealna i była szansa, że nie zrobi mi krzywdy jeśli jednak będę lądował na pięcie. Poza tym pięćsetki zbierały bardzo pozytywne opinie zarówno wśród profesjonalistów, jak i biegaczy amatorów. Po trzecie idealnie mieściły się w przyjętym przeze mnie zakresie cenowym, bo Faasy znalazłem w outlecie za 150 zł. Były idealne.
24 lipca 2013
Syndrom stu złotych
To gnojek ten triathlon. Bez skrupułów czyści mi portfel. Nie żadne drobne kieszonkowe. Tu stówka, tam pięć dyszek. Już w pewnym momencie myślałem, że padłem ofiarą rumuńskiej mafii, która zeskanowała pasek do mojej karty i opróżnia mi konto po trochu. To jednak mój multidyscyplinarny przyjaciel uwziął się na moje pieniądze i ciągle mu mało.
Wchodzimy z triathlonem do sportowego. Tak popatrzeć. Może jakieś ciekawe nowości się pojawiły. On bez ceregieli ciągnie mnie za rękaw na odpowiedni regał. Chociaż, by szarpać przestał. No chodź. Tylko popatrzymy. Podchodzimy. Pokazuje palcem i mówi kup. Do diaska triathlon, ale mówiłeś, że popatrzymy. Kup. Nie musimy mieć wszystkiego od razu. Spokojnie. Sukcesywnie skompletujemy sobie cały niezbędny sprzęt. Kup mi, kup mi, kup mi. Plizzz. Triathlon, ale tłumaczę ci, że teraz mamy inne wydatki, a to może poczekać do następnego miesiąca. Poza tym kupiłem ci ostatnio to i tamto. Systematycznie będziemy uzupełniać braki. Rozumiesz, prawda? Uhm... Bierze za rękaw ciągnie do innego regału. Kup. Ale przecież ci tłumaczyłem przy tamtym regale, prawda!? Że nie, że ja tu wszedłem na rekonesans, a nie na zakupy. Tak, ale to co innego. Kup. Kurczę, a chociaż magiczne słowo? Przy-da-sie. Dobra, to weźmiemy tylko tę jedną rzecz i wychodzimy. Jak się cofnę pamięcią, to tak jest praktycznie za każdym razem.
Wchodzimy z triathlonem do sportowego. Tak popatrzeć. Może jakieś ciekawe nowości się pojawiły. On bez ceregieli ciągnie mnie za rękaw na odpowiedni regał. Chociaż, by szarpać przestał. No chodź. Tylko popatrzymy. Podchodzimy. Pokazuje palcem i mówi kup. Do diaska triathlon, ale mówiłeś, że popatrzymy. Kup. Nie musimy mieć wszystkiego od razu. Spokojnie. Sukcesywnie skompletujemy sobie cały niezbędny sprzęt. Kup mi, kup mi, kup mi. Plizzz. Triathlon, ale tłumaczę ci, że teraz mamy inne wydatki, a to może poczekać do następnego miesiąca. Poza tym kupiłem ci ostatnio to i tamto. Systematycznie będziemy uzupełniać braki. Rozumiesz, prawda? Uhm... Bierze za rękaw ciągnie do innego regału. Kup. Ale przecież ci tłumaczyłem przy tamtym regale, prawda!? Że nie, że ja tu wszedłem na rekonesans, a nie na zakupy. Tak, ale to co innego. Kup. Kurczę, a chociaż magiczne słowo? Przy-da-sie. Dobra, to weźmiemy tylko tę jedną rzecz i wychodzimy. Jak się cofnę pamięcią, to tak jest praktycznie za każdym razem.
21 czerwca 2013
Checklista przed zawodami biegowymi
Sprawa jest prosta. Chodzi o to, żebym nie musiał więcej latać po chacie przed zawodami jakby mi ktoś żaru z ogniska w majtki nawrzucał. Koniec z popłochem, pośpiechem i nerwami. Koniec z nieprzyjemnym uczuciem, że czegoś nie zabrałem. Od dzisiaj będzie z głową. Długopis w dłoń i odhaczanie punkt po punkcie. Czas który marnowałem na bezsensowne latanie w poszukiwaniu brakujących przedmiotów będę mógł poświęcić na relaks i skupienie się na zawodach. Mam nadzieję, że skorzystacie przy okazji. - Buty - sprawdzone i rozbiegane. Żadne "nówki nie śmigane" do polansowania się. Rozbiegane nie znaczy "biegałem w nich dwa razy przed zawodami". To ma być but z którym niejedną ścieżkę i niejeden asfalt widziałeś.
- Koszulka - taka co nie ociera i nie uwiera, a jednocześnie wyglądasz w niej jak połączenie geparda z fashionistką.
- Spodenki - zasadniczo bez spodenek też można, tyle że się dynda to i owo. W połączeniu z pulsometrem daje to za dużo sprzętów do ogarniania na zawody. Lepiej skupić się na zegarku. Jeśli pod spodenki wciągasz majtki, to też takie które przepocone nie przelecą się po twojej pupie jak drut kolczasty.
- Stoper / pulsometr - po to żeby wiedzieć, czy idziesz na życiówkę, czy biegniesz jak ostatnia łajza. Jeśli pulsometr, to warto pamiętać, że nie zmierzy tętna bez paska na klatkę piersiową. Pamiętaj o pasku!
- Skarpety - sprawdzone, które do tej pory nie obcierały i nie sprawiały, że z buta wyjmowałeś przecier pomidorowy zamiast stopy.
- Plaster - żeby zakleić sutki i palce u stóp, które mogą poprzez ocieranie się o siebie powodować zranienia (patrz pkt 5.)
- Wazelina - do posmarowania w miejscach, które są narażone na otarcia. Przede wszystkim okolice pachwiny, pachy. Ewentualnie może być inny specyfik, który został wcześniej sprawdzony oraz inne miejsca w których występowały otarcia.
- Agrafki - jeśli numer nie był wcześniej wydawany i nie przyczepiłeś go w domu. Zazwyczaj organizator je zapewnia, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Korzystając z agrafek należy uważać, bo w przedstartowych nerwach można sobie przyczepić numer z koszulką do skóry. Zwłaszcza jeśli korzystasz z pomocy osoby trzeciej.
- Czapeczka / okulary - jak kto lubi. Można nawet na bogato i w jednym i w drugim. Jak ktoś nie lubi, to opuszcza ten punkt.
- Picie - napój, którym można się nawadniać w drodze na zawody i przed zawodami. Może być woda, chociaż zwyczajowo zarezerwowana jest dla zwierząt i dla najmocniejszych zawodników. Inni piją izotoniki wierząc, że pomimo tego iż nie trenowali sumiennie, to dadzą im one supermoce. Po zawodach picie zazwyczaj zapewnia organizator.
- Ciuchy na rozgrzewkę - wiele zależy od temperatury, ale warto mieć ciuchy w których można założyć na strój startowy i przeprowadzić w nich rozgrzewkę
- Coś na przebranie - kiepsko się wraca w mokrych ubraniach z biegu. Zawsze przyjemniej zarzucić na siebie suchą koszulkę. Poza tym ciału rozgrzanemu biegiem może się zrobić chłodno.
Jeśli pakiety były wcześniej wydawane: - Chip - przyczep do buta, żeby się nie zagubił w akcji. Jeśli pobiegniesz bez chipu, to w zasadzie nie było cię na zawodach, bo stanowi on podstawę klasyfikacji.
- Numer startowy - przyczep do koszulki. Wcześniejsze przyczepienie numeru sprawi, że a - nie zapomnisz go, b - możesz z powodzeniem uniknąć dramatycznej historii z punktu 8.
- Worek do depozytu - do którego można schować np. rzeczy na przebranie.
26 lutego 2013
Ile jesteś gotów zapłacić za buty do biegania?
Premiery, premiery... już na samą myśl o tym jaką troskliwą opieką otaczają nasze stopy producenci sprzętu do biegania boli mnie tyłek. Co roku to samo uczucie bycia dymanym.
Zasypują nas nowymi kolekcjami, przekonując, że zmiany, które wprowadzili zrewolucjonizują nasze hobby, choć w rzeczywistości to marketingowa lipa. Gdyby tak miały wyglądać rewolucje, to dalej tkwilibyśmy w feudalnym średniowieczu. Rodzi się więc pytanie: Ile jesteś w stanie zapłacić za buty do biegania? A może raczej należy zapytać: Ile jesteś gotów zapłacić, żeby wyglądać cool i na czasie? Nike uważa, że dużo. Weszło na rynek z odświeżonym modelem swoich legendarnych Air Max'ów. Butów, które wyglądają naprawdę zacnie. Oferuje je za... uwaga.... jedyne 729 zł. Ta-Dam! Nie przecieraj ekranu. Słownie siedemset dwadzieścia dziewięć złotych. Choć za te pieniądze spokojnie kupisz dwie pary pro-butów z poprzedniej kolekcji, to na pewno nie zadasz w nich szyku na dzielni tak jak w nowych ermaksach. Nawet tak wychwalane lekkość i miękkość buta są zbyt krótką kołderką, żeby przykryć to, że Nike gra na sentymencie trzydziestolatków, którzy pamiętają stary kultowy model. Nike wyraźnie oznacza granicę, gdzie kończy się bieganie, a zaczyna moda. Podobnie Adidas i Puma, które również z wielką pompą zaprezentowały nowe modele. Choć są tańsze niż Nike, to jednak nadal ich cena wydaje się znacząco odbiegać od rzeczywistej wartości. Wartości, którą wyznaczają późniejsze obniżki, przeceny i promocje, a na których pomimo niższej ceny, koncerny i tak nieźle zarabiają. Z drugiej strony mamy buty minimalistyczne, których producenci przekonują nas, że: Biegacze, którzy korzystają podczas biegów z „najlepszych na rynku” butów do biegania są o 123% bardziej podatni na kontuzje, niż ci którzy noszą tanie buty. To piszą goście, których najnowszy model A.D. 2013 - Vibram FiveFingers Speed LR można kupić za 799 zł.
Zasypują nas nowymi kolekcjami, przekonując, że zmiany, które wprowadzili zrewolucjonizują nasze hobby, choć w rzeczywistości to marketingowa lipa. Gdyby tak miały wyglądać rewolucje, to dalej tkwilibyśmy w feudalnym średniowieczu. Rodzi się więc pytanie: Ile jesteś w stanie zapłacić za buty do biegania? A może raczej należy zapytać: Ile jesteś gotów zapłacić, żeby wyglądać cool i na czasie? Nike uważa, że dużo. Weszło na rynek z odświeżonym modelem swoich legendarnych Air Max'ów. Butów, które wyglądają naprawdę zacnie. Oferuje je za... uwaga.... jedyne 729 zł. Ta-Dam! Nie przecieraj ekranu. Słownie siedemset dwadzieścia dziewięć złotych. Choć za te pieniądze spokojnie kupisz dwie pary pro-butów z poprzedniej kolekcji, to na pewno nie zadasz w nich szyku na dzielni tak jak w nowych ermaksach. Nawet tak wychwalane lekkość i miękkość buta są zbyt krótką kołderką, żeby przykryć to, że Nike gra na sentymencie trzydziestolatków, którzy pamiętają stary kultowy model. Nike wyraźnie oznacza granicę, gdzie kończy się bieganie, a zaczyna moda. Podobnie Adidas i Puma, które również z wielką pompą zaprezentowały nowe modele. Choć są tańsze niż Nike, to jednak nadal ich cena wydaje się znacząco odbiegać od rzeczywistej wartości. Wartości, którą wyznaczają późniejsze obniżki, przeceny i promocje, a na których pomimo niższej ceny, koncerny i tak nieźle zarabiają. Z drugiej strony mamy buty minimalistyczne, których producenci przekonują nas, że: Biegacze, którzy korzystają podczas biegów z „najlepszych na rynku” butów do biegania są o 123% bardziej podatni na kontuzje, niż ci którzy noszą tanie buty. To piszą goście, których najnowszy model A.D. 2013 - Vibram FiveFingers Speed LR można kupić za 799 zł.
23 stycznia 2013
Prać buty do biegania, czy nie?
Błoto, kurz, woda i pot to mieszanka, która sprawia, że nasze kiedyś piękne buty zaczynają wyglądać, jakbyśmy przerzucali w nich obornik. Do tego z czasem dochodzi zapach, który nawet największych twardzieli potrafi powalić na deski już przy pierwszym kontakcie. Producenci odradzają jednak pranie w pralce. Cóż więc zrobić: prać w niepokoju, czy biegać w gnoju? Niestety nie ma idealnego rozwiązania.
Mokra szmatka
Niewielkie i świeże zabrudzenia po treningu można bez problemu usunąć mokrą szmatką. Doskonale do tego celu nadają się nawilżane chusteczki dla niemowląt. Trzeba uważać przy mocniej zabrudzonych butach, bo można sobie rozmazać brud po jasnej siatce.
Szczoteczka
Sucha szczoteczka całkiem nieźle radzi sobie z zaschniętym błotem. Włosie dobrze wybiera błoto z siateczki. Potem zazwyczaj wystarczy przetrzeć mokrą szmatką.
Mycie pod kranem
Szczoteczka i trochę mydła zazwyczaj skutecznie doczyszczą stałe elementy buta. Problemem pozostaje siateczka. Niestety stosując tę metodę robią się zacieki, które mogą wyglądać gorzej niż równomiernie zabrudzony but.
Pranie w pralce
Z czasem nasze buty są już w takim stanie, że nie pomoże ani czyszczenie mokrą szmatką, ani nawet czary lokalnego szamana. Zostaje ostatnie koło ratunkowe - pralka. Moje buty lądują w pralce w zależności od stanu zabrudzenia 2-3 razy do roku. Choć nie mam żadnych oporów przed włożeniem butów do pralki, to jednak traktuję to jako ostateczność. Po takim zabiegu nie zdarzyło mi się nigdy wyciągnąć butów ze zniszczoną siateczką, ale przy bardziej sfatygowanym egzemplarzu klej zaczął puszczać tu i ówdzie.
Jeżeli buty są mocno ubłocone, to przed włożeniem do pralki przecieram je szmatką, żeby oszczędzić sobie późniejszych problemów związanych z naprawami pralki. Wyciągam sznurówki i wrzucam je do specjalnego woreczka na drobne pranie. Dzięki temu mam pewność, że wszystkie znajdę w jednym miejscu, a plastikowe końcówki, które pralki lubią wykańczać będą w miarę przyzwoitym stanie. Do prania stosuję najzwyklejszy proszek. Podobno dobrze też jest prać w szarym mydle, ale nie sprawdzałem. Szukając programu stajemy przed dylematem, czy włączyć program delikatny i ryzykować, że się nie dopiorą, czy może coś ostrzejszego i zastanawiać się, czy potem będzie dało się w nich biegać. Chyba wolę pierwszą opcję.
Buty tłuką się w pralce niemiłosiernie. Jeżeli komuś to przeszkadza, to radzę wrzucić kilka szmat, żeby złagodzić dudnienie. Innego prania nie wrzucam, bo jakoś nie uśmiecha mi się pranie ubrań z buciorami.
Wyprane buty delikatnie odwirowuję. Po wyjęciu z pralki dobrze wypchać buty gazetami. Dzięki temu nie zdeformują się, a ponadto gazety całkiem nieźle wyciągają wilgoć ze środka. Początkowo lepiej zostawić je aż obciekną, a potem suszyć w temperaturze pokojowej. W cieplejszych miesiącach na balkonie.
Jeżeli masz jakiś inny cudowny sposób na wyczyszczenie butów, to podziel się nim w komentarzu poniżej.
Mokra szmatka
Niewielkie i świeże zabrudzenia po treningu można bez problemu usunąć mokrą szmatką. Doskonale do tego celu nadają się nawilżane chusteczki dla niemowląt. Trzeba uważać przy mocniej zabrudzonych butach, bo można sobie rozmazać brud po jasnej siatce.
Szczoteczka
Sucha szczoteczka całkiem nieźle radzi sobie z zaschniętym błotem. Włosie dobrze wybiera błoto z siateczki. Potem zazwyczaj wystarczy przetrzeć mokrą szmatką.
Mycie pod kranem
Szczoteczka i trochę mydła zazwyczaj skutecznie doczyszczą stałe elementy buta. Problemem pozostaje siateczka. Niestety stosując tę metodę robią się zacieki, które mogą wyglądać gorzej niż równomiernie zabrudzony but.
Pranie w pralce
Z czasem nasze buty są już w takim stanie, że nie pomoże ani czyszczenie mokrą szmatką, ani nawet czary lokalnego szamana. Zostaje ostatnie koło ratunkowe - pralka. Moje buty lądują w pralce w zależności od stanu zabrudzenia 2-3 razy do roku. Choć nie mam żadnych oporów przed włożeniem butów do pralki, to jednak traktuję to jako ostateczność. Po takim zabiegu nie zdarzyło mi się nigdy wyciągnąć butów ze zniszczoną siateczką, ale przy bardziej sfatygowanym egzemplarzu klej zaczął puszczać tu i ówdzie.Jeżeli buty są mocno ubłocone, to przed włożeniem do pralki przecieram je szmatką, żeby oszczędzić sobie późniejszych problemów związanych z naprawami pralki. Wyciągam sznurówki i wrzucam je do specjalnego woreczka na drobne pranie. Dzięki temu mam pewność, że wszystkie znajdę w jednym miejscu, a plastikowe końcówki, które pralki lubią wykańczać będą w miarę przyzwoitym stanie. Do prania stosuję najzwyklejszy proszek. Podobno dobrze też jest prać w szarym mydle, ale nie sprawdzałem. Szukając programu stajemy przed dylematem, czy włączyć program delikatny i ryzykować, że się nie dopiorą, czy może coś ostrzejszego i zastanawiać się, czy potem będzie dało się w nich biegać. Chyba wolę pierwszą opcję.
Buty tłuką się w pralce niemiłosiernie. Jeżeli komuś to przeszkadza, to radzę wrzucić kilka szmat, żeby złagodzić dudnienie. Innego prania nie wrzucam, bo jakoś nie uśmiecha mi się pranie ubrań z buciorami.
Wyprane buty delikatnie odwirowuję. Po wyjęciu z pralki dobrze wypchać buty gazetami. Dzięki temu nie zdeformują się, a ponadto gazety całkiem nieźle wyciągają wilgoć ze środka. Początkowo lepiej zostawić je aż obciekną, a potem suszyć w temperaturze pokojowej. W cieplejszych miesiącach na balkonie.
Jeżeli masz jakiś inny cudowny sposób na wyczyszczenie butów, to podziel się nim w komentarzu poniżej.
24 listopada 2012
Badanie stopy biegacza – robić, czy nie robić?
![]() |
| Bieg rejestruje kamera umieszczona za stopami. (na zdj. Maciek w trakcie badania) |
Badania stopy nie zrobiłem do tej pory z kilku powodów. Do sklepu, który robi takie badanie jakoś nigdy nie było mi po drodze, poza tym trzeba za nie zapłacić (większość bada za darmo tylko jeżeli kupisz u nich buty, a ja akurat nie planowałem zakupu). Z kolei przy okazji imprez biegowych do takich stoisk ustawiały się dramatycznie długie kolejki. Wizja czekania przez kilkadziesiąt minut jest dla mnie ciężka do zniesienia, więc odpuszczałem sobie.
10 listopada 2012
Niepodległościowa stylówa
Jeżeli mieszkasz w Polsce, Święto Niepodległości możesz obchodzić na trzy zasadnicze sposoby: wziąć udział w interaktywnej wielozadaniowej grze miejskiej na ulicach stolicy. Gra ostatnio cieszy się sporą popularnością, ale nie ma co się dziwić, gdyż organizatorzy dbają o to żeby nie zabrakło atrakcji. W zeszłym roku można było bić się z innymi uczestnikami, walczyć z policją, a nawet podpalać wozy TVN-u.
Możesz też udawać, że nie wiesz, że zaduszki były tydzień temu i grać smutnego ważniaka z wieńcem i zniczami przed jakimś szarym pomnikiem. Wreszcie możesz utrwalać środowiskową opinię osoby z lekkim upośledzeniem poprzez bieganie przez miasto w krótkich gatkach, pomimo że wieje, siąpi i jest zimno. Zaczepiony odpowiadasz, że jesteś ze Stanów i myślałeś, że skoro święto niepodległości to myślałeś, że mamy 4th of July.
Możesz też udawać, że nie wiesz, że zaduszki były tydzień temu i grać smutnego ważniaka z wieńcem i zniczami przed jakimś szarym pomnikiem. Wreszcie możesz utrwalać środowiskową opinię osoby z lekkim upośledzeniem poprzez bieganie przez miasto w krótkich gatkach, pomimo że wieje, siąpi i jest zimno. Zaczepiony odpowiadasz, że jesteś ze Stanów i myślałeś, że skoro święto niepodległości to myślałeś, że mamy 4th of July.
3 października 2012
Bluza do biegania Tchibo - test
Skuszony promocją na ciuchy do sportowe w Tchibo kupiłem ich bluzę do biegania z długim rękawem. Była w bardzo atrakcyjnej cenie, więc stwierdziłem, że zaryzykuję te trzydzieści złotych i sprawdzę ją. Z takiego sprawdzania mam już kilka rzeczy, które doskonale mi służą.
Na pierwszy rzut oka bluza fajnie się prezentuje. To ważne jeżeli chcesz wyglądać stylowo, a nie jak zwykły szmaciarz. W końcu żeby promować bieganie trzeba wyglądać przynajmniej świetnie. Materiał gładki i śliski jest przyjemny dla skóry. Bluza ma stójkę, co dla mnie jest istotną zaletą, bo w miejscu gdzie trenuję wieje praktycznie zawsze, a ja nie lubię jak mi szyję owiewa. Przy stójce wszyto zabezpieczenie żeby zamek nie otarł szyi.Na uwagę zasługuje kieszonka na ramieniu na telefon lub mp3. Spokojnie zmieszczą się też klucze. Dobrze przemyślano pętelkę na kabel od słuchawek przy stójce. Kabel się nie "majta" w czasie biegu, a wiadomo jak latający kabel może wkurzać. Paski odblaskowe wzdłuż zamków i na plecach w połączeniu z ogniście czerwonym kolorem gwarantują dobrą widoczność. Bluza ma nieco dłuższe rękawy, w których wykrojono miejsce na kciuk. Ten patent fajnie sprawdza się w chłodniejsze dni, kiedy można schować podmarznięte ręce. Ręce się grzeją, ale ty nie masz jak kontrolować czasu, bo stoper też się grzeje w rękawie. Możesz założyć zegarek na bluzę, ale to tak samo jak nosić skarpety do sandałów i masz jak w banku, że na dzielnicy będą cię wytykać palcami ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)





