Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Motywacja. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca 2015

Nie odmawiajcie nam prawa do porażek


Jeśli mówię, że zjebałem dany start, to zjebałem i nie bardzo rozumiem, czemu ktoś usiłuje mi wmówić, że jednak odniosłem sukces. Zaprzeczę, to zaraz okazuje się, że jestem rozkapryszonym marudą, który chce zbyt wiele. I to tylko dlatego, że zrobiłem coś więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Jestem przekonany, że zarówno mi jak i innym sportowcom amatorom daleko do dzieciaka z muchą w nosie. Po prostu dla nas nie każde ukończenie maratonu, ultramaratonu, czy triathlonu na długim dystansie jest zwycięstwem. Zdaję sobie sprawę, że z czyjegoś punktu widzenia taki wyczyn jest czymś na miarę lotu w kosmos i godnym podziwu. Tyle, że my mamy trochę inną perspektywę. My w ten kosmos latamy regularnie.

16 marca 2014

Biegacz na rynku pracy


Zastanawialiście się kiedyś, czy słowo biegacz coś znaczy na rynku pracy? Rozmawiałem ostatnio z koleżanką, która rekrutując na różne stanowiska często patrzy na zainteresowania ludzi i o nie pyta. Co ciekawego może być w standardowym "muzyka, dobra książka i film"? No właśnie nic - odpowiedziała. A gdyby tak wpisać bieganie? Czy bieganie może być atutem w rozmowie o pracę i dać przewagę nad innymi kandydatami? Może warto się zastanowić, czy biegacz ma jakieś asy w rękawie i jakie.

19 stycznia 2014

Biegacze są HAPPY

Prezentujemy nową produkcję filmową (prawda, że nie mogliście się już doczekać?). Tym razem na naszego filmowego grilla bierzemy nowy hit internetów, czyli Pharrella Williamsa i jego ostatni przebój Happy. Aplikujemy Wam kolejną - gigantyczną - dawkę pozytywnej energii, którą mamy dzięki bieganiu. Zapnijcie pasy i jedziemy.

Sieć oszalała na punkcie kawałka Pharrella i nie ma co się dziwić. W czasach, gdy "przeboje" próbuje się lansować teledyskami na pograniczu erotyki i soft porno facet, który po prostu tańczy na ulicy z innymi ludźmi może budzić zaciekawienie. W dodatku śpiewa, że jest szczęśliwy i to 24 godziny na dobę. To nie żart. Do przeboju poza standardowym teledyskiem powstał taki trwający dokładnie dobę. W sieci z kolei lawinowo pojawiły się teledyski inspirowane oryginałem z różnych miast na świecie. Okazało się, że poza Paryżem, czy Berlinem także Warszawa, Poznań i Trójmiasto są happy.

Czemu jednak tylko miasta? Przecież najbardziej radosną, optymistyczną grupą wcale nie są mieszkańcy miast. Są nią BIEGACZE! Niezależnie od tego gdzie mieszkają. Kto jest ciągle uśmiechnięty? No kto? No przecież my! Pasujemy idealnie do przekazu. Pokażmy więc jak jesteśmy szczęśliwi.Wraz z kilkunastoma blogerami biegowymi (którym chciałem serdecznie podziękować za udział) włożyliśmy w ten materiał górę kreatywności, zaangażowania i ogromną dawkę pozytywnej energii.Chcecie wiedzieć, czy udźwignęliśmy temat? Sprawdźcie sami:

22 grudnia 2013

Biegasz w zimie? Jesteś zwycięzcą!

Zima w Polsce jest taką porą nijaką. W mieście jest to pora roku tak brzydka, że gdyby miała być grana w teatrze, musiałby to być gra porównywalna z urodą występów naszej reprezentacji piłkarskiej. Wiadomo jednak, że nie tylko wygląd się liczy (bo gdyby tak było byłbym samotny do końca życia). Dlatego zima ma też dla biegaczy (zaraz obok miliona wad) szereg niepodważalnych zalet, o których wspominałem już kiedyś (>>zobacz 7 powodów, żeby zacząć biegać w zimie<<).

Jak by jednak nie patrzeć milion, to trochę więcej od siedmiu, dlatego bieganie w zimie wymaga ekstra motywacji. Motywację tę trzeba stale podniecać, bo jak umknie, to zaraz się nie biega i obrasta sadłem. A, że jest ciężko widać po radykalnym spadku ilości biegaczy na ulicach. Z tego powodu poprosiłem kilku znajomych blogerów o udział w projekcie pod roboczą nazwą: Biegasz w zimie. Jesteś zwycięzcą! Odzew i kreatywność jaką mi zaserwowali powala. Sprawdźcie zresztą sami:


Za każdym razem, jak tylko będę myślał, żeby zostać w ciepłym domku puszczę sobie ten film i będę wiedział, że gdzieś tam jest całkiem spore grono ludzi, którzy biegają i którym nie straszne uroki zimy. Kim oni są? Są biegaczami! Są zwycięzcami!

1 maja 2013

Niech się święci 1 Maja

Jeśli jeszcze nie byłeś na pochodzie pierwszomajowym, to nie idź. Jeśli byłeś, to wiedz, że zbłądziłeś, ale jeszcze nic straconego. Oto poniżej otrzymujesz w pigułce rozwiązanie wszelkich swoich trosk i problemów związanych z tym: "Jak dzisiaj obchodzić 1 maja?". Kiełbaska z grilla i browar poczekają. Do dzieła! Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej!


10 marca 2013

Lepiej pod górę niż pod wiatr

Plany były inne, ale wiatr wiejący nawet 70 km/h podczas sobotniego wybiegania skłonił mnie do zmiany tematu. Oto i słowo na niedzielę:


Zapytacie "dlaczego?". Już spieszę z wyjaśnieniem:

Po pierwsze - góra nie zacina po oczach. Nie sypnie piachem ani śniegiem, nie lunie deszczem.
Po drugie - góra nie ma porywów. To nie kobieta (chociaż rodzaju żeńskiego). Nie zaskakuje nagłymi zmianami.
Po trzecie - góra nie działa znienacka. Nie atakuje z boku próbując cię wepchnąć pod jadący samochód Po czwarte - od biegania pod górę nie robi się zimno. Wręcz przeciwnie, robi się gorąco.
Po piąte - góra wcześniej, czy później się kończy.
Po szóste - góra nie zmienia miejsca. Jest zawsze tam, gdzie była na ostatnim treningu. Nigdy gdzie indziej.
Po siódme - góra nie słabnie, gdy wbiegnie się do lasu.

Teraz już wszyscy mamy pewność, że wiatr na treningu jest do bani. Uprasza się więc moce sprawcze o jego wyłączenie lub zmniejszenie nasilenia do rozmiarów akceptowalnych. Z góry dziękuję. Autor.

18 lutego 2013

Konkurs - faza druga

W związku z tym, że katuję brzuch nie bardzo miałem czas myśleć o wódce, ale wam poszło całkiem nieźle. Poniżej przedstawiam wszystkie nadesłane propozycje. Wybór najlepszej zostawiam wam. Głosować możecie poprzez kliknięcie "lubię to", pod wybraną propozycją na fejsbuniu. Wygra ten kto zbierze najwięcej lajków. Głosowanie trwa do piątku (22. lutego), więc zwycięzca będzie mógł spokojnie wyleczyć kaca po świętowaniu wygranej :)


8 lutego 2013

Jest piąteczek, jest konkursik.

Przykładowa propozycja zakończenia wrzucona przez Krzyśka.
Pomysł na konkurs podsunęła mi Karolina po wpisie dotyczącym alkoholowo-biegowych porównań. Chodzi o to, żeby dokończyć, rozwinąć zdanie “Z bieganiem jak z wódką. (i tu jest wasze pole do popisu)”. Nie musicie nic rysować, robić kolaży itp. Wystarczy, że napiszecie brawurowe zdanie. Wtedy ja dzięki swoim nietuzinkowym zdolnościom graficznym stworzę z waszych propozycji memy. Prawda, że proste? Jedyne czym musicie się wykazać, to elokwencja i dowcip, a to przecież macie.

Kilka zasad. Zasady muszą być, żeby nie było kwasów. 

Propozycje możecie przesyłać na mój adres mailowy suchaszosablog@gmail.com oraz wrzucać w komentarzach pod info o konkursie na profilu Suchej na fejsie. Czekam na nie do końca przyszłego tygodnia (do 17. lutego.). 

Następnie wszystkie memy lądują na profilu Suchej na fejsie i zaczyna się ostateczna rozgrywka. 

Ten który zbierze najwięcej lajków wygrywa. Głosowanie trwa do 22 lutego.

Właśnie! Jeśli można coś wygrać, to znaczy, że są nagrody, a w sumie nagroda, bo budżet mam skromny, a sponsorzy w kryzysie nie walą drzwiami i oknami. Nagrodą jest książka Piotra Kuryło “Ostatni maraton”. Jeżeli jeszcze nie wiecie co to za książka, to musicie koniecznie nadrobić zaległości. Drobną próbkę tego co was może czekać znajdziecie na stronie wydawnictwa Bezdroża.

Powodzenia!
----

Konkurs został zakończony. Wyniki znajdziecie tutaj.

5 lutego 2013

Z bieganiem jest jak z wódką

Po weekendowym upodleniu treningowym - basen bieganie, bieganie basen, przyszła poniedziałkowa rekonwalescencja. Ale dzisiaj bez wymówek znowu na trening. Tak już jest, że czasem obiecujesz sobie, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Że przegiąłeś pałę i musiałeś to odchorować. Jednak już w chwili wypowiadania tych słów zdajesz sobie sprawę, że to obietnica, której nie dotrzymasz. Choć doskonale wiesz, że trzeba zachować zdrowy rozsądek. W odpowiednim momencie odpuścić. Ale zdarzy się, że tak się dasz ponieść chwili, że ani się spostrzeżesz, a już jest za późno. Co ci zostaje? Nic. Pozbierać się i wyciągnąć lekcję, bo to nie jest sport dla słabych.


17 stycznia 2013

7 powodów, żeby zacząć biegać w zimie

Zima - dla jednych najlepsza pora, bo można wyjść na sanki, lepić bałwana i bezkarnie nacierać dzieciaki śniegiem. Dla innych smutna konieczność odśnieżania samochodu z białego g... puchu i wyższych rachunków za ogrzewanie. Dla jeszcze innych doskonały czas, by zacząć biegać. Oto siedem alternatywnych powodów dla których warto zacząć akurat w zimie:
  1. Jest ciemno (przez większość dnia)
    Masz dość wrażenia, że ktoś się na ciebie gapi. Ciemność jest rozwiązaniem. Mało kto cię zobaczy.
  2. Ubierasz zimowe ciuchy (warstwy)
    Dzięki temu możesz dobrać strój bez obaw o obecne niedoskonałości swojego ciała. Regularnie biegając do cieplejszych dni będziesz wyglądać o niebo lepiej.
  3. Mało kto chodzi po ulicy
    Ludzie siedzą w domach i raczej nie kwapią się by wyjść na dwór, więc nie musisz obawiać się zdziwionych spojrzeń sąsiadów, bo masz naprawdę małe szanse, że kogoś spotkasz.
  4. Zimą biega się zdecydowanie wolniej
    Wynika to przede wszystkim z warunków. Częściej jest ślisko i ciemno. Zachowujesz większą ostrożność i jest mniejsza szansa, że będziesz forsować tempo.
  5. Poprawi ci się nastrój
    Bieganie, a raczej pojawiające się w jego trakcie endorfiny poprawiają nastrój. Efekty widać nie tylko bezpośrednio po treningu, ale przez cały dzień. To również dobre lekarstwo na wynikający z braku słońca jesienno-zimowy dołek.
  6. Trudniej się spocić.
    Na zewnątrz jest chłodno, więc jeżeli nie przesadzisz z ubiorem nie grozi ci, że się spocisz. Co za tym idzie nie grożą ci mokre plamy na stroju. Poza tym nawet, gdyby jednak pot wystąpił, to patrz punkt 2 – masz warstwy i punkt 1 - jest ciemno.
  7. Utrzymasz wagę w ryzach
    Zimą łatwiej przybieramy na wadze, a dzięki bieganiu możemy utrzymać nasze ciało w ryzach.
A teraz dość gapienia się w monitor. Idziemy pobiegać.


21 grudnia 2012

Nie będzie końca świata

Koniec świata, czyli coś po czym jak mawiał jeden kandydat na prezydenta Białegostoku "nie będzie bandyctwa, nie będzie złodziejstwa, nie będzie niczego".


9 listopada 2012

Motywatory biegowe

 Od dzisiaj na moim profilu na facebooku, który możecie znaleźć mniej więcej >>tutaj<< będę umieszczał motywatory biegowe. Kilka już nawet stworzyłem, głównie przy okazji odwołanego meczu Polska - Anglia. Pod względem artystycznym, jak i trafności spostrzeżeń może to jeszcze nie jest Raczkowski, ale nieśmiało dobijam do poziomu Mleczki. Kto jest innego zdania może je spokojnie zachować dla siebie. Wszelkich klakierów proszę z kolei o liczne wyrazy uwielbienia w komentarzach poniżej.

Jeżeli masz pomysł na motywator lub demotywator dotyczący biegania i z jakichś niezrozumiałych powodów chcesz, żeby wykonał go skromny profesjonalista, to prześlij swoją propozycję na mojego maila: suchaszosablog@gmail.com. Jeżeli tylko chcesz być na bieżąco wystarczy, że klikniesz Lubię to lub będziesz śledził na moim blogu zakładkę "motywacja".




3 listopada 2012

Nowy Jork zrobił maratończyków w ....

Wyobraź sobie, że udało ci się dostać na Maraton Nowojorski. Z chwilą, gdy otrzymujesz taką wiadomość krzywa uśmiechu wygina się sięgając obu uszu. Czujesz się jakby najładniejsza dziewczyna w szkole zaproponowała, że może masz ochotę być jej parą na studniówkę. Zaczynasz snuć plany. Robisz listę spraw, bo trzeba wizę załatwić, bilety lotnicze zarezerwować. Pochłaniają cię kwestie organizacyjne. No i formę też trzeba dopieścić, bo jeszcze jakby udało się tam zrobić życiówkę, to nie zapomnisz tego do końca życia. Ciułasz więc dukaty i zamęczasz się na treningach. Życie rodzinne i towarzyskie układasz pod plan treningowy. Termin twojego biegowego święta zbliża się wielkimi krokami. Słyszysz coś o huraganie, ale zapewniają cię, że nie ma obaw i bieg się odbędzie. Lecisz na miejsce.Widzisz co zaszło, ale myślisz sobie, że jeżeli nigdy w historii go nie odwołali, nawet tuz po zamachach na wieże WTC 11 września, to nic ich nie powstrzyma. Przecież tam zginęły prawie trzy tysiące ludzi. Amerykanie to twardziele. Jeszcze w czwartek burmistrz zapewnia, że wszystko jest na dobrej drodze. Planujesz ostatnie treningi. Widziałeś już metę, którą wznoszą w Central Parku. Będzie cudnie tam finiszować. W piątek wieczorem już wiesz, że razem z 30 tysiącami przyjezdnych maratończyków możesz wracać do domu. Biegu nie będzie. Koniec i kropka. Jakbyś się czuł?

12 września 2012

Paraolimpijczycy przywrócili sport ludziom

Przeczytałem ostatnio bardzo ciekawy list Kamila Sakałusa z kamilgotuje.pl do Gazeta.pl na temat polskiej kuchni (zobacz list). Opisuje on m.in. modę na zamawianie dalekowschodnich potraw w miejsce naszych tradycyjnych, gdyż zamawiający zyskuje dzięki temu prestiż. Co za tym idzie ciężko dzisiaj znaleźć restauracje, które serwują tradycyjne polskie dania.

Podobnie w sporcie. W imię pogoni za rekordami, łamaniem kolejnych barier i rekordów serwuje się nam papkę, która jest coraz bardziej oderwana od naszej rodzimej rzeczywistości. Sport profesjonalny tak bardzo oddalił się od przeciętnego Kowalskiego, że w zasadzie ma on niewiele wspólnego z tym co my - zwykli śmiertelnicy jesteśmy w stanie robić na co dzień. Patrząc na wyniki zawodowców i zestawiając je z naszymi codziennymi osiągnięciami, wyglądamy karykaturalnie. Zarządy telewizji i innych mediów pastwią się nad nami codziennie serwując nam stek przyprawiony kolejnymi rekordami. My zaś popadamy w lekką niestrawność, bo nawet poświęcając cały nasz wolny czas i pieniądze nie będziemy w stanie zbliżyć się do ich osiągnięć.

Dzisiaj o paraolimpijczykach rozmawia każdy, od pani w spożywczaku na rogu po prezesów dużych firm. I nie ma co się dziwić, bo sport w ich wydaniu jest nam bliższy niż by się wydawało. Właśnie w nich każdy z nas może odnaleźć część siebie. Tak samo jak oni, my - pełnosprawni amatorzy walczymy codziennie z naszymi słabościami, brakiem czasu i często pieniędzy. Może nasze zwycięstwa są mniej heroiczne niż ich, ale zdecydowanie bardziej namacalne niż te sportowców profesjonalnych. Pokazują nam, że sport może uprawiać każdy niezależnie od tego kim jest i jakie ma ograniczenia. To jest właśnie sedno sportu.

5 września 2012

Będzie ściana, czy nie?

Choć mamy dopiero początek września i całkiem wysokie temperatury, to triathlon w Borównie w zasadzie kończy sezon triathlonowy w Polsce. Jednak chciałem się skupić nie na możliwości jego przedłużenia, a na tym co wydarzyło się w na finiszu dystansu 70.3 (pół Ironmana). Kacper Adam zwyciężył na tym dystansie w dramatycznych okolicznościach. Na kilka metrów przed metą trafił na ścianę, która praktycznie powaliła go z nóg. Tym większy należy mu się szacunek, że mimo wszystko zwyciężył.



Ten filmik wywołał we mnie całą burzę myśli. Do tej pory wydawało mi się, że tego typu historie zdarzają się tylko na materiałach z finałów Ironmana na Hawajach, ale nie u nas. Powróciły też obawy związane z debiutem w maratonie: będzie ściana, czy jej nie będzie. Kolega J. mówi, że gdzieś po trzydziestym kilometrze będzie na 100%. Nigdy nie wiesz zza którego kamienia wyskoczy i się na ciebie rzuci. Wie co mówi, bo ma za sobą już wiele maratonów. Kolega D. twierdzi, że on nigdy nie miał i nie wie o co całe to halo, ale doświadczenie ma mniejsze. Legend i opowieści o "ścianie" nasłuchałem się tyle, że gdybym miał brać je serio, to już dawno powinienem porzucić myśl o starcie w maratonie, o triathlonach nie wspominając. W bieganiu, wśród mniej doświadczonych zawodników funkcjonuje ona trochę na zasadzie czarnej wołgi, którą straszy się dzieci. Pod koniec września przekonam się czy wołga istnieje. Jeżeli okaże się, że istnieje, pomyślę o Pauli. Oby pomogło :)