Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stylówa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stylówa. Pokaż wszystkie posty

7 kwietnia 2015

Lidl, New Balance i polaki cebulaki

Wychowywałem się w latach dziewięćdziesiatych. Kiedy byłem dzieciakiem, każdy marzył o tym, żeby mieć buty albo ciuchy adidasa, reeboka lub nike. Były to czasy w w których wyjście w tych ciuchach na miasto oznaczało prestiż i +10 do lansu. Nie oznaczało też, że jeśli się w tych ciuchach wyszło, to się w nich wróci. Jeśli twoja czapeczka z firmowym logo spodobała się komuś na mieście można było zebrać łomot i wrócić do domu bez nakrycia głowy. Zawsze lepiej niż wrócić bez butów. Z czego to wynikało? Otóż zdecydowanej większości Polaków zwyczajnie nie było stać na tego typu rzeczy, a chciał je mieć każdy. Był jednak sposób w jaki można było zdobyć sprzęt i buty nie wydając na nie fortuny. Juma. Dziesiątki młodych rodaków jeździło w tym czasie do Niemiec i przywoziło stamtąd wszystko co miało firmowe metki. Niestety zwykle zapominali wziąć paragony. Następnie oferowali przywieziony sprzęt po dużo niższych cenach.

18 lutego 2014

Tu jest Polska. Tu się pije.


Nie dość, że zima odpuściła to Polacy z dnia na dzień coraz młodsi. Młodnieją wszyscy: mężczyźni, kobiety, z miast i ze wsi. Kiedyś młodnieli tylko pojedynczo przy okazji wyjazdów integracyjnych albo wesel. Jednak dzięki internetom teraz cudownie i gromadnie zrzucają zbędne lata niczym palta po zimie. Zdaje się, że chyba nikt nie spodziewał tak cudownych właściwości w alkoholu.

Z danych GUS wynika, że przeciętny Polak ma 37 lat, ale z moich obserwacji wynika, że tylko w ciągu minionych kilku dni wiele osób niezależnie od stażu na tym świecie cofnęło się do okresu końca szkoły średniej, ewentualnie studiów. Bo zdaje się, że właśnie z tamtym okresem w życiu bezpowrotnie minęły czasy kiedy walnięcie kilku szotów rzędem było powodem do tego, by koledzy nosili twoje imię na sztandarach.

18 października 2013

Bieganie i lokowanie

Oj, dostało się Tomaszowi Lisowi za wpis na blogu. Dostało. Niby nic. Dwie małe fotki z Poweradem przy wpisie dotyczącym przygotowań do maratonu, a przez media przewala się fala oburzenia. Przecież takie rzeczy są standardem w biegowej blogosferze. Tyle, że nie każdy jest Tomaszem Lisem, a standardy niekoniecznie są dobre.

Co takiego zrobił Tomasz Lis?

W zamieszczonym niedawno wpisie na swoim blogu w serwisie natemat.pl opisał przygotowania do maratonu we Frankfurcie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo od dawna publicznie mówił, że biega i bieganie lubi. Wpis miał jednak jeden mankament - zdjęcia. Na tych zdjęciach widać Lisa popijającego Powerade'a i to w taki sposób, żeby broń boże nikt nie pomylił go z innym izotonikiem. Do tego dochodzi wpis Roberta Korzeniowskiego, który oceniając plan treningowy Tomasza Lisa de facto rozpływa się nad właściwościami Powerrade'a. Tekst został oznaczony jedynie niewielkim napisem, że zawiera lokowanie produktu i to nie od razu, a dopiero po pierwszych krytycznych komentarzach.

Na to środowisko dziennikarskie podniosło larum, że autor narusza standardy ich pracy, że podważa niezależność i wiarygodność środowiska, a także jego obiektywizm. Tyle, że tekst napisał Tomasz Lis - blogger, a nie Tomasz Lis - dziennikarz.

4 marca 2013

Śmiech przed bieganiem naukowo zalecany

(fot. sxc.hu)
Dawka śmiechu przed bieganiem jest wskazana. Takie wnioski płyną z raportów amerykańskich (wiadomo!) oraz polskich naukowców. To o tyle ważne, że sezon startów puka do drzwi i lepiej wiedzieć, czy w tym sezonie lepiej rozdawać na prawo i lewo uśmiechy, czy może w pełnej koncentracji wbijać wzrok w buty. Nikt przecież nie chce wyjść na prostaka, który nie śledzi najnowszych trendów.

Śmiech powoduje wytwarzanie endorfin. Te zaś wpływają na uwolnienie większych ilości tlenku azotu. Azotany z kolei znacznie poprawiają wydolność fizyczną podczas treningów wytrzymałościowych. Wniosek jest prosty - więcej się śmiejesz, lepiej biegasz.

26 lutego 2013

Ile jesteś gotów zapłacić za buty do biegania?

Premiery, premiery... już na samą myśl o tym jaką troskliwą opieką otaczają nasze stopy producenci sprzętu do biegania boli mnie tyłek. Co roku to samo uczucie bycia dymanym.

Zasypują nas nowymi kolekcjami, przekonując, że zmiany, które wprowadzili zrewolucjonizują nasze hobby, choć w rzeczywistości to marketingowa lipa. Gdyby tak miały wyglądać rewolucje, to dalej tkwilibyśmy w feudalnym średniowieczu. Rodzi się więc pytanie: Ile jesteś w stanie zapłacić za buty do biegania? A może raczej należy zapytać: Ile jesteś gotów zapłacić, żeby wyglądać cool i na czasie? Nike uważa, że dużo. Weszło na rynek z odświeżonym modelem swoich legendarnych Air Max'ów. Butów, które wyglądają naprawdę zacnie. Oferuje je za... uwaga.... jedyne 729 zł. Ta-Dam! Nie przecieraj ekranu. Słownie siedemset dwadzieścia dziewięć złotych. Choć za te pieniądze spokojnie kupisz dwie pary pro-butów z poprzedniej kolekcji,  to na pewno nie zadasz w nich szyku na dzielni tak jak w nowych ermaksach.  Nawet tak wychwalane lekkość i miękkość buta są zbyt krótką kołderką, żeby przykryć to, że Nike gra na sentymencie trzydziestolatków, którzy pamiętają stary kultowy model. Nike wyraźnie oznacza granicę, gdzie kończy się bieganie, a zaczyna moda. Podobnie Adidas i Puma, które również z wielką pompą zaprezentowały nowe modele. Choć są tańsze niż Nike, to jednak nadal ich cena wydaje się znacząco odbiegać od rzeczywistej wartości. Wartości, którą wyznaczają późniejsze obniżki, przeceny i promocje, a na których pomimo niższej ceny, koncerny i tak nieźle zarabiają. Z drugiej strony mamy buty minimalistyczne, których producenci przekonują nas, że: Biegacze, którzy korzystają podczas biegów z „najlepszych na rynku” butów do biegania są o 123% bardziej podatni na kontuzje, niż ci którzy noszą tanie buty. To piszą goście, których najnowszy model A.D. 2013 - Vibram FiveFingers Speed LR można kupić za 799 zł.

10 listopada 2012

Niepodległościowa stylówa

Jeżeli mieszkasz w Polsce, Święto Niepodległości możesz obchodzić na trzy zasadnicze sposoby: wziąć udział w interaktywnej wielozadaniowej grze miejskiej na ulicach stolicy. Gra ostatnio cieszy się sporą popularnością, ale nie ma co się dziwić, gdyż organizatorzy dbają o to żeby nie zabrakło atrakcji. W zeszłym roku można było bić się z innymi uczestnikami, walczyć z policją, a nawet podpalać wozy TVN-u.
Możesz też udawać, że nie wiesz, że zaduszki były  tydzień temu i grać smutnego ważniaka z wieńcem i zniczami przed jakimś szarym pomnikiem. Wreszcie możesz utrwalać środowiskową opinię osoby z lekkim upośledzeniem poprzez bieganie przez miasto w krótkich gatkach, pomimo że wieje, siąpi i jest zimno. Zaczepiony odpowiadasz, że jesteś ze Stanów i myślałeś, że skoro święto niepodległości to myślałeś, że mamy 4th of July.

5 października 2012

Biegać jak J.Lo - trendy na jesień

Jak się okazuje posiadanie dostępu do Internetu i bieżącej wody, czyli wszystkiego co w Polsce czyni cię człowiekiem nie wystarcza. Jennnifer Lopez pokazała co teraz króluje wśród biegaczy i jak zwykle wyszło na to, że w świecie mody biegowej to bliżej nam do Etiopii niż USA. Gdy my jaraliśmy się syntetycznymi tkaninami o coraz bardziej wyśrubowanych parametrach w cywilizowanym świecie powróciły do łask naturalne tkaniny. Tej jesieni na biegowych ścieżkach królować będzie wełna!

Niestety w rodzimych sklepach z odzieżą biegową nadal króluje przebrzmiały styl. Jeżeli więc nie możecie sobie pozwolić na szybki wyskok do NY po zakupy, a mimo wszystko chcecie zadawać szyku na biegowych duktach, to musicie bezwzględnie nająć kogoś kto biegle włada szydełkiem. Kilka dni dziergania i  komplecik sweterek plus czapeczka gotowy.