Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut w maratonie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut w maratonie. Pokaż wszystkie posty

17 października 2014

ultra-debiut w Maratonie Bieszczadzkim. Preludium do ultra-zemsty.

Cieszyłem się na Maraton Bieszczadzki jak dzieciak na gwiazdkę. Drugi koniec Polski, góry, ale przede wszystkim zero ciśnień, założeń, parcia. W dodatku debiut, a debiuty z reguły są epickie. Cieszyłem... a powinienem raczej się bać. Takim zwykłym zwierzęcym strachem, bać się tego co zamierzam sobie zrobić. Dobrze, że Iza dzisiaj przywiozła wino. Będzie łatwiej. Bo jak tu się na trzeźwo publicznie przyznać, że dostałem w ciry. Żeby deszczem pizgało albo wiatr wiał jakiś przekosmiczny. No choćbym sraczki dostał, to byłoby na co zrzucić, a tu nic. Nie ma się czym zasłonić. Trzeba spuścić głowę i powiedzieć sobie wprost, że zostałem pokonany przez Bieszczady.

27 września 2014

Debiutanci czujcie się wyjątkowi!


"Bieganie się umasowiło", "Bieganie przestało być elitarne" i inne takie pierdu-pierdu gadanie ludzi, którzy zza biurek starają się komentować zastaną rzeczywistość. Często spotykam się ostatnio z głosami, że "teraz każdy biega maratony". Najczęściej ze strony osób, które same nie biegają. Może to wynika z tego, że biegania jest w mediach od pewnego czasu na tyle dużo, że utraciło pewną aurę tajemniczości na rzecz masowej popularności. Nawet nie tak dawno na blogu Wojtka Staszewskiego przeczytałem słowa, które trafnie opisują zmiany zachodzące w środowisku biegaczy:
10 lat temu samo bieganie budziło szacunek, a maraton naprawdę robił  wrażenie. (...)
Teraz już tak nie jest. Biegasz maratony? Ok, fajnie. A jaką masz życiówkę, bo ja zrobiłam w tym roku 3:50?