Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odżywianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odżywianie. Pokaż wszystkie posty

6 kwietnia 2015

Biegać, czy żryć?

Ciocia, babcia, szwagier, siostra. Pocałunki, życzenia, powitania, pożegnania. Szybki przelot i od nowa. Odwieczny rytuał. Do tego wszędzie stół. Zastawiony po brzegi najpyszniejszymi pysznościami przygotowanymi przez mamy, babcie, żony, córki. Daniami, których receptury przekazywane są z pokolenia na pokolenie ze skrupulatnością większą niż najpoważniejsze państwowe tajemnice. Specjałami na wspomnienie których nawet w lipcu cieknie ślina. Możesz zarzucić wszelkie rygory diety i zatracić się bez pamięci w kosztowaniu albo... nazwijmy rzeczy po imieniu: w obżarstwie. Spokojnie możesz sobie na to pozwolić. Biegasz. Ćwiczysz. Spalisz to... Mówisz tak sobie, ale wiesz, że jest w tym tyle prawdy co w obietnicach przedwyborczych.

21 stycznia 2015

Szybka nutella bez cukru

Masz 10 minut i chęć wciągnięcia kanapki z nutellą. Proszę bardzo. Oto jej zdrowsza wersja, którą całą miskę jesteś w stanie zrobić w tym właśnie czasie i bez grama cukru. Potrzebujesz tylko kilku składników i blendera. Do dzieła!

18 lutego 2014

Tu jest Polska. Tu się pije.


Nie dość, że zima odpuściła to Polacy z dnia na dzień coraz młodsi. Młodnieją wszyscy: mężczyźni, kobiety, z miast i ze wsi. Kiedyś młodnieli tylko pojedynczo przy okazji wyjazdów integracyjnych albo wesel. Jednak dzięki internetom teraz cudownie i gromadnie zrzucają zbędne lata niczym palta po zimie. Zdaje się, że chyba nikt nie spodziewał tak cudownych właściwości w alkoholu.

Z danych GUS wynika, że przeciętny Polak ma 37 lat, ale z moich obserwacji wynika, że tylko w ciągu minionych kilku dni wiele osób niezależnie od stażu na tym świecie cofnęło się do okresu końca szkoły średniej, ewentualnie studiów. Bo zdaje się, że właśnie z tamtym okresem w życiu bezpowrotnie minęły czasy kiedy walnięcie kilku szotów rzędem było powodem do tego, by koledzy nosili twoje imię na sztandarach.

17 września 2013

Przepis na życiówkę na kacu

Zdradzę ci tajemnicę. Tajemnicę po której śmiało będziesz mógł wyrzucić do kosza plany treningowe i diety. Daję ci świeży, bo zaledwie kilkudniowy przepis na to jak pobiec życiówkę na 10 kilometrów w dzień po weselu. Na mnie podziałało, więc może i Tobie pomoże.

W piątek przed weselem starasz się zrobić jakiś lekki trening, żeby się nie zajechać. Żona i inne panie z pewnością liczą, że wieczorem pokażesz conieco ze swoich niedoskonałych umiejętności tanecznych. Na rozpisce widnieje zabawa biegowa. Jak ostatni debil wierzysz, że ma to związek z zabawą. Coś ci ten trzeci zakres nie gra, ale szybko zagłuszasz wątpliwości. Wychodzisz więc z domu, a powietrzu czuć już chłodną jesienną wilgoć. Po piętnastu minutach rozbiegania jedziesz dwadzieścia serii: minuta w trzecim zakresie tętna na minutę truchtem. Po czwartej serii masz ochotę rzucić butami w drzewo. Klniesz i wymyślasz sobie od najgorszych. Dwudziestą kończysz z rękami w górze ciesząc się jakbyś przebiegł w wymarzonym czasie półmaraton. Głupek.

O piętnastej już ledwo żyjesz i tylko myślisz, gdzie tu głowę przyłożyć do poduszki. Żeby nie było lipy wieczorem idziesz na piętnastominutową drzemkę. Dostajesz drugie życie.

2 kwietnia 2013

Obrzydzili mi święta

Święta nie są od tego, żeby biegać. Święta są od różnych rzeczy. Od tego żeby się obżerać, żeby siedzieć na tyłku więcej niż zwykle. Prowadzić mądrzejsze lub mniej mądre rozmowy z rodziną. Spotykać się ze znajomymi, kielicha strzelić, ale nie od tego żeby trenować.

rys. M. Raczkowski
Raptem trzy dni wolnego, a napinka jakby świat miał się walić. Z telewizji straszą, że jak nie pójdę na spacer, to cholesterol mi skoczy i pewnie niedługo umrę. W radio mówią, że jem za tłusto i będę gruby, a jak będę gruby, to pewnie też brzydki, co może mieć dalsze konsekwencje. Przez "mojego fejsa" przewaliły się tony memów, haseł i zawołań motywujących do wyjścia na trening. Zamknąłem kompa, ale w głowie już się zakisiło. Oni to robią specjalnie! Chcą mi zatruć mózg. Przecież trenuję minimum trzy razy w tygodniu. W sumie kilka ładnych godzin spędzam w ruchu. Zero nadwagi. Pełna sprawność. Ale nie! Powinienem przeprosić rodzinkę, która i tak na co dzień dzielnie znosi moje sportowe fanaberie, założyć buty i przynajmniej pobiegać. Dzięki temu a) nie zawalę planu treningowego b) spalę nadmiar kalorii c) podtrzymam formę d) wyjdę na twardziela, co mu nawet śnieżyca nie straszna. Tylko po co? Czy ja muszę coś udowadniać? Ile będę wolniejszy, jeśli nie pobiegam przez te trzy dni? Czy w ogóle ktoś mi zagwarantuje, że jak będę solidnie trenował przez święta, to na następnych zawodach będę w lepszej formie? Raczej nie. Nawet jeśli okaże się, że przez te kilka dni stałem się wolniejszy, to co z tego. Są w życiu sprawy ważniejsze niż urywanie sekund z życiówki (np. urywanie minut jest ważniejsze ;) ).

Na szczęście święta szybko się skończyły. Naiwnie myśląc, że najgorsze za mną otwieram rano kompa, a tam... od razu pytają, czy nie boję się stanąć na wagę? Yyy.. ? Nie...? Zobaczę kilogram albo dwa więcej i co? Potnę się szarym mydłem? Polecę na trening katować się dopóki nie waga nie wróci do normy? Nic z tych rzeczy. Potraktuję go jako trofeum fajnie spędzonych świąt. Wspomnienie po pysznych ciastach, dobrych mięsiwach i wszystkich tych pysznościach.

Tyle lat było dużo, tłusto i bez ruchu. Populacja nie wyginęła, więc myślę, że i te ani kolejne święta jej nie zabiją. Proszę więc, dajcie się chociaż następnymi nacieszyć.

14 marca 2013

Złoto(tł)usty kusiciel

Dzisiaj nie będzie o budowaniu kaloryfera i instalacji nadprzyrodzonych mocy w nogach. Dzisiaj będzie o walce ze złem.

Pod kątem triathlonu i wytopu sadełka wpadam do lokalnego klubu na spinning. Godzina na rowerku w rytm ogłuszającej muzyki. Hektolitry wylanego potu można mopem wycierać z podłogi. Czasem do tego jeszcze na zakładkę dorzucam jakieś bieganie. Mógłbym być z siebie zadowolony, gdyby nie on. Zaraz po wyjściu widzę go z jego złotą, świecącą literą M. Jest na wyciągnięcie ręki. Stoi po drugiej stronie ulicy i kusi mnie tymi wszystkimi tłustymi, słonymi, pięknie opakowanymi i absolutnie pysznymi daniami. Za każdym razem tak samo. Po 1,5 godziny treningu jestem cholernie głodny, a wiem że tam dostanę szybko coś, co będę mógł natychmiast pochłonąć. Jak się nie złamać, kiedy w głowie dudni "jeść!"?. Opracowałem sobie zestaw tricków.

8 października 2012

Otyłe matki, otyłe dziatki

Mamy modę na bycie grubym. Jak na razie wśród młodzieży. Okazuje się bowiem, że mamy jedne z najbardziej otyłych nastolatków w Europie. Fajnie być w czymś najlepszym, ale czy akurat w tym? Problem otyłości narasta i jak wynika z badań, w ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba grubych małolatów wzrosła trzykrotnie. Na ulicach robi się mało estetycznie.

Społeczeństwo ma być szczupłe uznali politycy i ruszyli zbrojnie do walki z tłuszczem. Podobnie jak Don Kichot ruszał na wiatraki, ci rzucili się na sklepiki szkolne. A wystarczyło posłuchać mądrości ludowych. W przysłowiach i powiedzeniach siła i prawda drzemie. Mamy ich w języku polskim wiele na każdą okazję, że tylko przytoczę to o skorupce i jej za młodu nasiąkaniu. Krzywdzące to, bazujące na uproszczeniach, ale każdemu gdzieś w głowie się kołacze. Przecież takie rzeczy nie biorą się znikąd.

24 września 2012

Mój pierwszy raz... z żelem energetycznym

Po ostatnim długim wybieganiu, gdzie końcowe kilometry były istną mordęgą postanowiłem przetestować działanie żeli energetycznych. Lepiej mieć coś w zanadrzu, na wypadek gdybym na maratonie potrzebował koła ratunkowego. Żel kupiłem w pobliskim sklepie z odżywkami. Wybór padł na Vitarade Energy Gel. Nie był to trudny wybór, bo pan akurat nie miał nic innego :)

Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Zgrabne, czarne opakowanie z żółtym V. Estetyka ponad wszystko. W końcu jemy oczami. Po otwarciu torebki już tak miło nie jest. Żel wyglądem i konsystencją przypomina raczej krochmal domowej roboty. "To nie ma wyglądać. To ma działać." - pomyślałem sobie i spróbowałem. Schabowy z kapustą od mamy, to nie jest, ale da się zjeść bez obrzydzenia. Mocno wyczuwalny był kwasek cytrynowy. Smak określiłbym jako podobny izotoników, tylko bardziej mdły.

Pamiętając o wszystkich ostrzeżeniach na temat tego, że żel i soki żołądkowe mogą się nie polubić, na test wybrałem trening w trakcie którego mam zaplanowane 10 kilometrów w drugim zakresie, co w moim przypadku oznacza tempo około 4:50. Efekty wspomnianego konfliktu mogą być "kwieciste", zwłaszcza u osób, które nigdy nie przyjmowały takich substancji (patrz ja). Ale co tam! Jak testować, to w warunkach ekstremalnych. W końcu maraton to też jakieś ekstremum. Wybrałem jednak trasę po polach i skrajem lasu, żeby w razie awarii mieć się gdzie schować.