Premiery, premiery... już na samą myśl o tym jaką troskliwą opieką otaczają nasze stopy producenci sprzętu do biegania boli mnie tyłek. Co roku to samo uczucie bycia dymanym.
Zasypują nas nowymi kolekcjami, przekonując, że zmiany, które wprowadzili zrewolucjonizują nasze hobby, choć w rzeczywistości to marketingowa lipa. Gdyby tak miały wyglądać rewolucje, to dalej tkwilibyśmy w feudalnym średniowieczu. Rodzi się więc pytanie: Ile jesteś w stanie zapłacić za buty do biegania? A może raczej należy zapytać: Ile jesteś gotów zapłacić, żeby wyglądać cool i na czasie? Nike uważa, że dużo. Weszło na rynek z odświeżonym modelem swoich legendarnych Air Max'ów. Butów, które wyglądają naprawdę zacnie. Oferuje je za... uwaga.... jedyne 729 zł. Ta-Dam! Nie przecieraj ekranu. Słownie siedemset dwadzieścia dziewięć złotych. Choć za te pieniądze spokojnie kupisz dwie pary pro-butów z poprzedniej kolekcji, to na pewno nie zadasz w nich szyku na dzielni tak jak w nowych ermaksach. Nawet tak wychwalane lekkość i miękkość buta są zbyt krótką kołderką, żeby przykryć to, że Nike gra na sentymencie trzydziestolatków, którzy pamiętają stary kultowy model. Nike wyraźnie oznacza granicę, gdzie kończy się bieganie, a zaczyna moda. Podobnie Adidas i Puma, które również z wielką pompą zaprezentowały nowe modele. Choć są tańsze niż Nike, to jednak nadal ich cena wydaje się znacząco odbiegać od rzeczywistej wartości. Wartości, którą wyznaczają późniejsze obniżki, przeceny i promocje, a na których pomimo niższej ceny, koncerny i tak nieźle zarabiają. Z drugiej strony mamy buty minimalistyczne, których producenci przekonują nas, że: Biegacze, którzy korzystają podczas biegów z „najlepszych na
rynku” butów do biegania są o 123% bardziej podatni na kontuzje, niż ci którzy
noszą tanie buty. To piszą goście, których najnowszy model A.D. 2013 - Vibram FiveFingers Speed LR można kupić za 799 zł.
26 lutego 2013
23 lutego 2013
I po konkursie
Konkurs zakończony. Przyszedł czas na uroczyste wręczenie nagrody i zdjęcie na którym zwycięzca i ja wymieniamy uścisk dłoni, szczerząc kły przed pałacem prezydenckim. Oszczędzę wam tego, ale do rzeczy. Najlepszego mema wymyśliła Iza:
Jednak ze względu na bliskie związki z organizatorem, czyli ze mną, została zdyskwalifikowana. W związku z tym książka Piotra Kuryło "Ostatni maraton" wędruje do Marcina który z hasłem:
Zajął zaszczytne drugie miejsce. Gratulacje i dobrej lektury.
Jednak ze względu na bliskie związki z organizatorem, czyli ze mną, została zdyskwalifikowana. W związku z tym książka Piotra Kuryło "Ostatni maraton" wędruje do Marcina który z hasłem:
Zajął zaszczytne drugie miejsce. Gratulacje i dobrej lektury.
18 lutego 2013
Konkurs - faza druga
W związku z tym, że katuję brzuch nie bardzo miałem czas myśleć o wódce, ale wam poszło całkiem nieźle. Poniżej przedstawiam wszystkie nadesłane propozycje. Wybór najlepszej zostawiam wam. Głosować możecie poprzez kliknięcie "lubię to", pod wybraną propozycją na fejsbuniu. Wygra ten kto zbierze najwięcej lajków. Głosowanie trwa do piątku (22. lutego), więc zwycięzca będzie mógł spokojnie wyleczyć kaca po świętowaniu wygranej :)
15 lutego 2013
Ma być moc i kaloryfer
Miałem napisać kilka słów o tym jak zajebiście jest na obozie w słonecznej Kalifornii, ale odkąd Lance wysypał się u Opry, wspólne treningi stanęły pod znakiem zapytania. Skoro nawet Matthew McConaughey nie chce z nim biegać, to mi tym bardziej nie wypada. Niby miał nie wydać kto jeszcze brał EPO, ale doszły mnie słuchy, że moja niedawna życiówka z Gdyni stanęła pod znakiem zapytania.
Nie ma co drzeć szat, bo są większe problemy na świecie: AIDS, abdykacja papieża (zestawienie jest przypadkowe - przyp. red.), moje zakwasy po sobocie i kałdun. Jako, że czuję się odpowiedzialny za losy świata, postanowiłem wziąć się przynajmniej za dwa ostatnie. Założenia są proste: ma być moc i kaloryfer. Do realizacji planu zaangażowałem pomocnika - czajniczek kettlebell.
Będzie więc tak. Do planu dochodzi raz w tygodniu trening siłowy, według sprawdzonego zestawu:
Do roboty!
![]() |
Wiadomo - passé. Cieakwe co było w kubku? ;) (zdj. WireImage/Getty) |
Nie ma co drzeć szat, bo są większe problemy na świecie: AIDS, abdykacja papieża (zestawienie jest przypadkowe - przyp. red.), moje zakwasy po sobocie i kałdun. Jako, że czuję się odpowiedzialny za losy świata, postanowiłem wziąć się przynajmniej za dwa ostatnie. Założenia są proste: ma być moc i kaloryfer. Do realizacji planu zaangażowałem pomocnika - czajniczek kettlebell.
![]() |
Kałdun w rzeczy samej. |
Będzie więc tak. Do planu dochodzi raz w tygodniu trening siłowy, według sprawdzonego zestawu:
- swing x 25
- clean & press x10 (na każdą rękę)
- przysiady x 10
- burpees x 10
- v-up x 10
Do roboty!
10 lutego 2013
Bieg Urodzinowy w Gdyni - dzień na plus
Lubię takie dni kiedy praktycznie wszystko jest na plus. Wstajesz rano, patrzysz na termometr, jest +1 st. C. Słońce świeci ci radośnie w dziób. Plus. Jedziesz do Gdyni i bez większych problemów znajdujesz na pół godziny przed biegiem miejsce w centrum. Plus. Idziesz na Skwer Kościuszki, a tam nie wieje. Nawet dwa plusy. Rozgrzewasz się i spotykasz znajomych, którzy cykają ci kilka pamiątkowych fotek pod nieobecność żony. Duży plus.
Zmiany, zmiany
Organizator zmienił ustawienie toalet i chyba ich liczbę, więc mimo, że startuje 2700 ludzi nie ma kolejek. Przesunęli linię startu, jest na wysokości Daru Pomorza. Wystrzał z ORP Błyskawica, oznaczający start gruchnął tak blisko, że ludzie aż podskoczyli z wrażenia. Zmienili też trasę. Zamiast dwóch pętli przez centrum, jest jedna. Coś na kształt ósemki. 2/3 przez śródmieście, 1/3 po terenach portowych. Mniej więcej w połowie pokrywa się ze starą trasą. Fajnie, bo nie lubię robić kółek. Skończyły się też problemy z dublowaniem. Zmiany na plus.
![]() |
Beata i jej mama debiutowały na 10 km w Gdyni. |
Organizator zmienił ustawienie toalet i chyba ich liczbę, więc mimo, że startuje 2700 ludzi nie ma kolejek. Przesunęli linię startu, jest na wysokości Daru Pomorza. Wystrzał z ORP Błyskawica, oznaczający start gruchnął tak blisko, że ludzie aż podskoczyli z wrażenia. Zmienili też trasę. Zamiast dwóch pętli przez centrum, jest jedna. Coś na kształt ósemki. 2/3 przez śródmieście, 1/3 po terenach portowych. Mniej więcej w połowie pokrywa się ze starą trasą. Fajnie, bo nie lubię robić kółek. Skończyły się też problemy z dublowaniem. Zmiany na plus.
8 lutego 2013
Jest piąteczek, jest konkursik.
![]() | ||
Przykładowa propozycja zakończenia wrzucona przez Krzyśka. |
Kilka zasad. Zasady muszą być, żeby nie było kwasów.
Propozycje możecie przesyłać na mój adres mailowy suchaszosablog@gmail.com oraz wrzucać w komentarzach pod info o konkursie na profilu Suchej na fejsie. Czekam na nie do końca przyszłego tygodnia (do 17. lutego.).
Następnie wszystkie memy lądują na profilu Suchej na fejsie i zaczyna się ostateczna rozgrywka.
Ten który zbierze najwięcej lajków wygrywa. Głosowanie trwa do 22 lutego.
Właśnie! Jeśli można coś wygrać, to znaczy, że są nagrody, a w sumie nagroda, bo budżet mam skromny, a sponsorzy w kryzysie nie walą drzwiami i oknami. Nagrodą jest książka Piotra Kuryło “Ostatni maraton”. Jeżeli jeszcze nie wiecie co to za książka, to musicie koniecznie nadrobić zaległości. Drobną próbkę tego co was może czekać znajdziecie na stronie wydawnictwa Bezdroża.
Powodzenia!
----
Konkurs został zakończony. Wyniki znajdziecie tutaj.
5 lutego 2013
Z bieganiem jest jak z wódką
Po weekendowym upodleniu treningowym - basen bieganie, bieganie basen, przyszła poniedziałkowa rekonwalescencja. Ale dzisiaj bez wymówek znowu na trening. Tak już jest, że czasem obiecujesz sobie, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Że przegiąłeś pałę i musiałeś to odchorować. Jednak już w chwili wypowiadania tych słów zdajesz sobie sprawę, że to obietnica, której nie dotrzymasz. Choć doskonale wiesz, że trzeba zachować zdrowy rozsądek. W odpowiednim momencie odpuścić. Ale zdarzy się, że tak się dasz ponieść chwili, że ani się spostrzeżesz, a już jest za późno. Co ci zostaje? Nic. Pozbierać się i wyciągnąć lekcję, bo to nie jest sport dla słabych.
3 lutego 2013
Slalom między kupami
![]() |
zdj. http://www.bhpex.pl |
Dla jasności, nie chodzi mi o moje samopoczucie. Biegło mi się doskonale. Miałem wrażenie, że tnę powietrze. A w zasadzie miałbym takie wrażenie, gdyby nie konieczność ciągłego uskakiwania na bok, skracania kroku i przeskakiwania nad przeszkodami jakie zafundowali mi właściciele czworonogów. Czułem się jak pionek w warcabach.
Jest zima. Co za tym idzie mróz, wiatr i ogólna pogodowa rozpierducha. Nikt raczej nie ma ochoty na dłuższe spacery z pupilkiem. Wcale się nie dziwię. Swoją drogą doskonale to ujęła kiedyś moja Iza, która patrząc na ludzi wyprowadzających psy w zacinającym śniegu, żartobliwie stwierdziła, że woli mieć dzieci niż psa, bo nawet jak wstaną o 5 rano, to nie trzeba z nimi lecieć na dwór.
Subskrybuj:
Posty (Atom)