10 marca 2013

Lepiej pod górę niż pod wiatr

Plany były inne, ale wiatr wiejący nawet 70 km/h podczas sobotniego wybiegania skłonił mnie do zmiany tematu. Oto i słowo na niedzielę:


Zapytacie "dlaczego?". Już spieszę z wyjaśnieniem:

Po pierwsze - góra nie zacina po oczach. Nie sypnie piachem ani śniegiem, nie lunie deszczem.
Po drugie - góra nie ma porywów. To nie kobieta (chociaż rodzaju żeńskiego). Nie zaskakuje nagłymi zmianami.
Po trzecie - góra nie działa znienacka. Nie atakuje z boku próbując cię wepchnąć pod jadący samochód Po czwarte - od biegania pod górę nie robi się zimno. Wręcz przeciwnie, robi się gorąco.
Po piąte - góra wcześniej, czy później się kończy.
Po szóste - góra nie zmienia miejsca. Jest zawsze tam, gdzie była na ostatnim treningu. Nigdy gdzie indziej.
Po siódme - góra nie słabnie, gdy wbiegnie się do lasu.

Teraz już wszyscy mamy pewność, że wiatr na treningu jest do bani. Uprasza się więc moce sprawcze o jego wyłączenie lub zmniejszenie nasilenia do rozmiarów akceptowalnych. Z góry dziękuję. Autor.

4 marca 2013

Śmiech przed bieganiem naukowo zalecany

(fot. sxc.hu)
Dawka śmiechu przed bieganiem jest wskazana. Takie wnioski płyną z raportów amerykańskich (wiadomo!) oraz polskich naukowców. To o tyle ważne, że sezon startów puka do drzwi i lepiej wiedzieć, czy w tym sezonie lepiej rozdawać na prawo i lewo uśmiechy, czy może w pełnej koncentracji wbijać wzrok w buty. Nikt przecież nie chce wyjść na prostaka, który nie śledzi najnowszych trendów.

Śmiech powoduje wytwarzanie endorfin. Te zaś wpływają na uwolnienie większych ilości tlenku azotu. Azotany z kolei znacznie poprawiają wydolność fizyczną podczas treningów wytrzymałościowych. Wniosek jest prosty - więcej się śmiejesz, lepiej biegasz.

26 lutego 2013

Ile jesteś gotów zapłacić za buty do biegania?

Premiery, premiery... już na samą myśl o tym jaką troskliwą opieką otaczają nasze stopy producenci sprzętu do biegania boli mnie tyłek. Co roku to samo uczucie bycia dymanym.

Zasypują nas nowymi kolekcjami, przekonując, że zmiany, które wprowadzili zrewolucjonizują nasze hobby, choć w rzeczywistości to marketingowa lipa. Gdyby tak miały wyglądać rewolucje, to dalej tkwilibyśmy w feudalnym średniowieczu. Rodzi się więc pytanie: Ile jesteś w stanie zapłacić za buty do biegania? A może raczej należy zapytać: Ile jesteś gotów zapłacić, żeby wyglądać cool i na czasie? Nike uważa, że dużo. Weszło na rynek z odświeżonym modelem swoich legendarnych Air Max'ów. Butów, które wyglądają naprawdę zacnie. Oferuje je za... uwaga.... jedyne 729 zł. Ta-Dam! Nie przecieraj ekranu. Słownie siedemset dwadzieścia dziewięć złotych. Choć za te pieniądze spokojnie kupisz dwie pary pro-butów z poprzedniej kolekcji,  to na pewno nie zadasz w nich szyku na dzielni tak jak w nowych ermaksach.  Nawet tak wychwalane lekkość i miękkość buta są zbyt krótką kołderką, żeby przykryć to, że Nike gra na sentymencie trzydziestolatków, którzy pamiętają stary kultowy model. Nike wyraźnie oznacza granicę, gdzie kończy się bieganie, a zaczyna moda. Podobnie Adidas i Puma, które również z wielką pompą zaprezentowały nowe modele. Choć są tańsze niż Nike, to jednak nadal ich cena wydaje się znacząco odbiegać od rzeczywistej wartości. Wartości, którą wyznaczają późniejsze obniżki, przeceny i promocje, a na których pomimo niższej ceny, koncerny i tak nieźle zarabiają. Z drugiej strony mamy buty minimalistyczne, których producenci przekonują nas, że: Biegacze, którzy korzystają podczas biegów z „najlepszych na rynku” butów do biegania są o 123% bardziej podatni na kontuzje, niż ci którzy noszą tanie buty. To piszą goście, których najnowszy model A.D. 2013 - Vibram FiveFingers Speed LR można kupić za 799 zł.

23 lutego 2013

I po konkursie

Konkurs zakończony. Przyszedł czas na uroczyste wręczenie nagrody i zdjęcie na którym zwycięzca i ja wymieniamy uścisk dłoni, szczerząc kły przed pałacem prezydenckim. Oszczędzę wam tego, ale do rzeczy. Najlepszego mema wymyśliła Iza:


Jednak ze względu na bliskie związki z organizatorem, czyli ze mną, została zdyskwalifikowana. W związku z tym książka Piotra Kuryło "Ostatni maraton" wędruje do Marcina który z hasłem:


 Zajął zaszczytne drugie miejsce. Gratulacje i dobrej lektury.

18 lutego 2013

Konkurs - faza druga

W związku z tym, że katuję brzuch nie bardzo miałem czas myśleć o wódce, ale wam poszło całkiem nieźle. Poniżej przedstawiam wszystkie nadesłane propozycje. Wybór najlepszej zostawiam wam. Głosować możecie poprzez kliknięcie "lubię to", pod wybraną propozycją na fejsbuniu. Wygra ten kto zbierze najwięcej lajków. Głosowanie trwa do piątku (22. lutego), więc zwycięzca będzie mógł spokojnie wyleczyć kaca po świętowaniu wygranej :)


15 lutego 2013

Ma być moc i kaloryfer

Miałem napisać kilka słów o tym jak zajebiście jest na obozie w słonecznej Kalifornii, ale odkąd Lance wysypał się u Opry, wspólne treningi stanęły pod znakiem zapytania. Skoro nawet Matthew McConaughey nie chce z nim biegać, to mi tym bardziej nie wypada. Niby miał nie wydać kto jeszcze brał EPO, ale doszły mnie słuchy, że moja niedawna życiówka z Gdyni stanęła pod znakiem zapytania.
 
Wiadomo - passé. Cieakwe co było w kubku? ;) (zdj. WireImage/Getty)

Nie ma co drzeć szat, bo są większe problemy na świecie: AIDS, abdykacja papieża (zestawienie jest przypadkowe - przyp. red.), moje zakwasy po sobocie i kałdun. Jako, że czuję się odpowiedzialny za losy świata, postanowiłem wziąć się przynajmniej za dwa ostatnie. Założenia są proste: ma być moc i kaloryfer. Do realizacji planu zaangażowałem pomocnika - czajniczek kettlebell.

Kałdun w rzeczy samej.

Będzie więc tak. Do planu dochodzi raz w tygodniu trening siłowy, według sprawdzonego zestawu:
  • swing x 25
  • clean & press x10 (na każdą rękę)
  • przysiady x 10
  • burpees x 10
  • v-up x 10
Trzy takie serie. Przerwa dopiero po całej serii ćwiczeń. Do tego po trzeciej serii dochodzi zestaw ćwiczeń z gimnastyki siłowej jak na załączonym filmiku:


Do roboty!