20 grudnia 2012

Rozgrzewka przed bieganiem - wyniki badania

Rozgrzewka, czyli niechciane dziecko każdej uprawianej amatorsko dyscypliny sportowej. Nie inaczej jest z bieganiem. Pomimo tego, że trenerzy i profesjonalni zawodnicy podkreślają jej wagę to zaledwie 60% biegaczy zazwyczaj rozgrzewa się przed treningami, a jedynie 38% robi to zawsze.


Co ciekawe świadomość biegaczy o potrzebie przeprowadzania rozgrzewki nie rośnie wraz z ich doświadczeniem. Odsetek rozgrzewających się przed każdym treningiem jest podobny wśród osób zaczynających swoją przygodę z bieganiem (36% z biegających krócej niż rok) jak i biegających ponad cztery lata - 39%. Nie zwiększa się również z intensywnością treningu. Osoby biegające więcej niż cztery razy w tygodniu wcale nie rozgrzewają się częściej niż te trenujące rzadko.

7 grudnia 2012

Rozgrzewka przed bieganiem - małe badanie

Rozgrzewka, czyli coś co wszyscy wiedzą, że powinni robić, ale z realizacją bywa różnie. Ciekawi mnie jak to jest. Kto się rozgrzewa, a kto nie? Przygotowałem krótką anonimową ankietę - 9 pytań. Jej wypełnienie zajmuje tak mało czasu, że nawet wasz szef nie zorientuje się, że zamiast zwyczajowo, jak inni pracownicy przeglądać przed świętami allegro, pomagacie mi w badaniu. Będzie mi też niezmiernie miło (poczuliście tę słodycz?) jeśli podrzucicie link swoim znajomym biegaczkom i biegaczom. Wyniki naturalnie zaprezentuję na blogu.

----
Badanie zostało zakończone. Podsumowanie we wpisie Rozgrzewka przed bieganiem - wyniki badania

30 listopada 2012

Bieganie po stadionie - tysiączki

(Stadion GOKF, zdjęcie pochodzi z serwisu Google Earth)
Jak ognia unikam biegania po stadionowej bieżni. Na myśl o zaliczaniu kolejnych kółek mam drgawki. Stanąłem jednak przed poważnym problemem. Mój plan treningowy zakłada bieganie tzw. tysiączków, czyli jednokilometrowych odcinków w szybkim tempie z czterominutową przerwą na trucht. Gdzie zatem znaleźć dobrze odmierzony odcinek, który jest w miarę płaski i nie ma na nim przeszkód? No dobra, niech już będzie ten stadion. Trzeba tylko jakiś znaleźć. W takich sytuacjach z pomocą przychodzi Google Maps. Padło na obiekt Gdańskiego Ośrodka Kultury Fizycznej. Sprawdziłem opinie w sieci. Bieżnia jest żużlowa, pełnowymiarowa i co najważniejsze - ogólnodostępna.

28 listopada 2012

Maraton w wersji papierowej

Świeża i pachnąca jeszcze farbą drukarską. Moja relacja z pierwszego w życiu maratonu w wersji papierowej wylądowała dzisiaj na moim biurku. Niby to tylko przedruk tego co ukazało się na blogu (zobacz: Zostałem mężczyzną - mój pierwszy maraton). Zmiany niewielkie. Niby to biuletyn wewnętrzny. Jednak ten papier ma jakieś symboliczne, namacalne znaczenie. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale to bardzo przyjemne uczucie. Teraz mogę pisemko do domu zabrać, bliższej i dalszej rodzinie pokazać, a na koniec położyć w toalecie żeby każdy mógł zobaczyć jak to fajnie przebiec maraton. Czyż nie cool? :)

PS. Tak obszerny materiał pewnie nie ukazałby się bez niepoprawnie fajnych zdjęć Izy.

24 listopada 2012

Badanie stopy biegacza – robić, czy nie robić?

Bieg rejestruje kamera umieszczona za stopami.
(na zdj. Maciek w trakcie badania)
Odciskałem mokrą stopę na kartce. Malowałem farbkami. Sprawdzałem, gdzie ścierają się buty i porównywałem ze zdjęciami z sieci. Przeczytałem masę artykułów. Z tych moich prób wynikało, że powinienem dobierać obuwie dla stopy neutralnej z lekką supinacją. Już wyszukałem kilka modeli, którymi byłbym zainteresowany i… dobrze, że żadnego nie kupiłem.

Badania stopy nie zrobiłem do tej pory z kilku powodów. Do sklepu, który robi takie badanie jakoś nigdy nie było mi po drodze, poza tym trzeba za nie zapłacić (większość bada za darmo tylko jeżeli kupisz u nich buty, a ja akurat nie planowałem zakupu). Z kolei przy okazji imprez biegowych do takich stoisk ustawiały się dramatycznie długie kolejki. Wizja czekania przez kilkadziesiąt minut jest dla mnie ciężka do zniesienia,  więc odpuszczałem sobie.

23 listopada 2012

Grand Prix Gdyni w Biegach Ulicznych 2012 - podsumowanie

Cztery podejścia do dyszki na tej samej trasie w centrum Gdyni w ciągu jednego roku. Niby nuda, ale to były cztery całkowicie różne biegi. Zacznijmy od początku.

Bieg urodzinowy (25. lutego) – zwiało namiot

Mój debiut na dystansie 10 km. Jednocześnie pierwszy bieg uliczny w którym wziąłem udział. Nic jeszcze nie wiedziałem o bieganiu (co nie znaczy, że teraz wiem wiele więcej). Chciałem złamać pięćdziesiąt pięć minut, ale wziąłem sobie ten czas dosłownie z sufitu. Pogoda była dramatyczna. Przy kilku stopniach temperatury wiatr był tak silny, że nie pozwolił organizatorom na rozstawienie ogromnego namiotu. Po chwili bezruchu wszystko drętwiało. Pierwszy kilometr pod wiatr, na spokojnie i spojrzenie na zegarek, a tam czas – 4:53/km. „No gościu, jak tak będziesz grzał, to zdychasz po piątym kilometrze” – zadźwięczało w myślach. W podobnym tempie padały kolejne kilometry. Wejście na drugą pętlę na piątym kilometrze i ostry mroźny wiatr w twarz, który dosłownie zatrzymywał. Walka z dziadem przez blisko kilometr, gdzie szczęśliwie trasa z otwartego skweru skręca między kamienice. Od ósmego zacząłem przyspieszać. Sprint do mety. Zatrzymanie stopera - czas netto: 00:48:41. Medal i ucieczka do auta przed zimnem. W takich warunkach chyba nigdy jeszcze nie biegałem.